Post gościnny Scotland Travel United Kingdom

Pocztówka ze szkockiego dzikiego zachodu

Szkocja przyciąga co roku tysiące osób spragnionych kontaktu z naturą. Prawdziwy szkocki dziki zachód- musisz to zobaczyć!

Witajcie! Mam na imię Dominika i od piętnastu lat mieszkam w przepięknej aczkolwiek kapryśnej pogodowo Szkocji. Jednak najgorsza nawet aura nie jest mnie w stanie zniechęcić do podróżowania I odkrywania tajemnic szkockiej krainy. Zapraszam Was dziś do wspólnej podróży do najbardziej przeze mnie ukochanego zakątka Szkocji.

Bezkresne przestrzenie ciągną się tutaj aż po horyzont, surowe krajobrazy zapierają dech w piersiach a wiatr i bryza znad oceanu nie ustają prawie nigdy. Prawdopodobieństwo napotkania na szlaku innego wędrowca jest tu mniejsze niż szansa na spotkanie ze stadem wełnistych owiec lub z dumnym rogatym jeleniem.

Jeśli lubicie zwiedzanie poza utartym turystycznym szlakiem i macie słabość do widoków rodem z ‘Wichrowych Wzgórz’ to zapraszam Was do krainy zwanej najlepiej strzeżonym sekretem Wysp Brytyjskich. Witajcie na dzikim zachodzie Szkocji!


Tak zwane West Coast czyli po prostu zachodnie wybrzeże Szkocji jest stworzone do eksploracji. Spragnieni przygody znajdą tu góry i doliny idealne do wędrówek, fiordy i polodowcowe jeziora (lochs), zamki i latarnie morskie. Miłośnicy slow travel odnajdą się w sennych miasteczkach i rybackich wioskach, oraz na krętych, wąziutkich drogach, które zapraszają do powolnej podróży z niekończącymi się przystankami… Znajdzie się i coś dla smakoszy – lokalne sery, najświeższe na wyspach brytyjskich ryby i owoce morza oraz wyrafinowane whisky.

To co, jedziecie ze mną na Dziki Zachód?

Przystanek numer jeden – wiadukt Harrego Pottera

Ten widok zna chyba każdy miłośnik serii książek o młodym czarowniku. Pamiętacie scenę z filmu ‘Harry Potter i Komnata Tajemnic’, w której Harry razem z Ronem wznoszą się w powietrze w starym Fordzie Anglia i przelatują nad wiaduktem, po którym sunie Hogwarts Express? Wiadukt ten istnieje naprawdę i znajduje się w pobliżu małego szkockiego miasteczka Glenfinnan. Jest przepięknie położony: wśród malowniczych wzgórz, niedaleko jeziora Loch Shiel, które również ‘zagralo’ w filmowej adaptacji książek o czarowniku. Większość odwiedzających nazywa go Wiaduktem Harrego Pottera, jednak budowla ta została wzniesiona na wiele lat przed powstaniem opowieści o Harrym. Konstrukcję zbudowano w 1897 roku jako część lini kolejowej łączącej miasta Fort William i Mallaig. Jak na ówczesne czasy była to bardzo nowoczesna budowla – wykonana całkowicie z betonu. Wiadukt składa się z dwudziestu jeden łuków I ciągnie się przez 380 metrów, przez co może poszczycić się tytułem najdłuższego betonowego mostu kolejowego w Szkocji. Co ciekawe, używany jest on do dnia dzisiejszego i oprócz zwykłych pociągów jeździ po nim także…Hogwarts Express! 😉 Specjalny skład pociągu z lokomotywą parową oraz wagonami z wystrojem żywcem wyjętym z filmów o Harrym. Tak zwany Jacobite Steam Train, pokonuje trasę z Fort William do Mallaig jedynie w sezonie, czyli od początku kwietnia do końca października. Widoki z okien są spektakularne a pasażerom serwowane są czekoladowe żaby i fasolki wszystkich smaków. Jeśli nie uda Wam się zarezerwować biletów na pociąg do Hogwartu, które rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, to pozostaje jeszcze spacer w okolicy samego wiaduktu. Oprócz pocztówkowych wręcz szkockich widoków zawsze jest szansa na spotkanie pędzącego po szynach Hogwarts Express albo samego Harrego przelatującego z Ronem nad wiaduktem… 😉

Będąc przy Glenfinnan Viaduct warto też zatrzymać się w pobliskim centrum informacji i Glenfinnan Monument, należącym do National Trust for Scotland. W 1745 roku w Glenfinnan rozpoczęło się tak zwane powstanie Jakobitów, w którym zginęło wielu szkockich żołnierzy. Dla ich upamiętnienia wzniesiono osiemnasto-metrową wieżę zwieńczoną figurą ubranego w kilt szkockiego górala. Monument stoi dumnie na brzegu jeziora Loch Shiel, na tle dramatycznego krajobrazu. W Centrum Informacji dowiecie się wszystkiego o lokalnej burzliwej historii, powstaniu Jakobitów i walce Szkocji o wolność. Dla tych, którzy od historii wolą piękne widoki, z centrum informacyjnego wychodzi kilka szlaków na pobliskie punkty widokowe i dłuższe trasy.

Przystanek numer dwa – prawdziwy dziki zachód

Po wizycie w Glenfinnan, które jest najbardziej turystycznym punktem naszej wycieczki, przenosimy się w bardziej dzikie i surowe tereny. Półwysep o trudnej do wymówienia nazwie – Ardnamurchan, to najdalej na zachód wysunięty skrawek kontynentalnej Wielkiej Brytanii. Żeby dotrzeć na jego sam koniuszek, zwieńczony piękną latarnią morską, trzeba pokonać dość długą ale przepiękną widokowo trasę. Droga z Glenfinnan prowadzi wzdłuż kilku malowniczych polodowcowych jezior: Loch Eil, Loch Linnhe i Loch Sunart. Jadąc wzdłuż zachodniego brzegu Loch Eil wypatrujcie po drugiej stronie otulonego chmurami wierzchołka najwyższego szkockiego szczytu, Ben Nevis. Przy dobrej widoczności można nawet dostrzec wspinających się po jego zboczu wędrowców. Im bardziej oddalamy się od Glenfinnan tym krajobraz staje się bardziej surowy a droga coraz węższa.

Masz w sobie prawdziwy zew natury? Może poza szkockim krajobrazem wybrałbyś się na plażę? Takich plaż nie można pominąć!

Jednak bez obaw – ruch jest tutaj minimalny, można jechać dziesiątki kilometrów i nie spotkać innego samochodu na drodze. Wśród lasów i wzgórz ukryte są maleńkie miasteczka i wioski, w których widok turysty jest wciąż tak niezwykły, że miejscowe dzieci wybiegają przed domy i wesoło machają do przejeżdżających samochodów. Inversanda, Strontian, Salen… nawet nazwy wiosek są bajkowe! Każda z nich ma coś do zaoferowania: jeśli nie spektakularne położenie to ciekawą historię. Na przykład Strontian to miasteczko, w którym przez wiele lat wydobywano ołów. W połowie XVIII wieku w trakcie prac odkrywkowych znaleziono pokłady zupełnie nowego, nieznanego w tamtym czasie pierwiastka, który nazwano strontem, od nazwy wioski. Strontian leży na północnym brzegu jeziora Loch Sunart, wśród bardzo rzadkich w Szkocji lasów dębowych, w okolicy wręcz stworzonej do wędrówek. Piękne trasy prowadzą także do pozostałości po kopalniach ołowiu oraz do rezerwatu dębiny Ariundle Oakwood National Nature Reserve.

Ze Strontian kierujemy się na północny zachód, jadąc drogą, która wije się jak cieniutka wstążeczka wśród coraz bardziej księżycowego krajobrazu. Skaliste wybrzeże we wszystkich odcieniach szarości, brak drzew i bliskość wody powodują, że można się tutaj poczuć jak na innej planecie. Wsie i domy pojawiają się przy drodze coraz rzadziej, a kiedy miniemy osadę Kilchoan to jesteśmy już na całkowitym, dzikim odludziu. I tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się największa przygoda! 😉 Naszym celem jest latarnia Ardnamurchan. Prowadząca do niej wąziutka droga biegnie przez skalisty krajobraz, czasami niebezpiecznie blisko klifów, ostro zakręca i momentami przypomina tor roller-coastera. Zazwyczaj przy wąskich szkockich drogach znajdują się częste mijanki, czyli malutkie zatoczki umożliwiające zjechanie i przepuszczenie nadjeżdżającego z naprzeciwka samochodu. Na drodze dojazdowej do latarni jest ich jednak bardzo niewiele, co dodatkowo podnosi poziom adrenaliny. Ostatni odcinek jest tak wąski i kręty, że właściciele latarni postanowili zamontować tu świetlny system regulacji ruchu. Na miejscu czeka na nas strzelista, trzydziesto sześcio-metrowa latarnia morska, która nieprzerwanie od 1849 roku pomaga w nawigacji zagubionych na morzu statków. Budowla w całości wykonana jest z eleganckiego granitu i stoi na pięćdziesięcio-metrowym klifie, o który bez przerwy rozbijają się spienione fale. Widok na ocean, poszarpane malownicze wybrzeże i liczne wysepki zapiera dech w piersi. Przy dobrej widoczności można stąd zobaczyć archipelag Hebrydow a przy odrobinie szczęścia, spotkać przepływające tu wieloryby i delfiny. Jeszcze lepiej jest wdrapać się na szczyt latarni, poczuć na twarzy morską bryzę i spojrzeć na świat z perspektywy kilkudziesięciu metrów.

Sama latarnia Ardnamurchan to bardzo ciekawy obiekt. Zaprojektowana została przez Alana Stevensona, który pochodził ze słynnej rodziny szkockich architektów specjalizujących się w konstrukcji latarni morskich. Jej budowa trwała trzy lata i zakończyła się w 1849 roku. Ciekawostką jest cena, za jaką kupiono grunt pod budowę latarni – całe dwadzieścia funtów za dwadzieścia akrów! Latarnia jest otwarta dla zwiedzających w sezonie: od początku kwietnia do końca października. Za symboliczną opłatą można zwiedzić jej wnętrze, zerknąć na małą wystawę z informacjami o lokalnej florze i faunie i wejść na sam szczyt, na platformę widokową. A na zakończenie wypić kawę i zjeść pyszne ciacho w latarnianej kawiarence.

Przystanek numer trzy – wyspy, o ktorych nikt nie słyszał

Jeśli wyruszymy z Glenfinnan w przeciwnym kierunku niż do półwyspu Ardnamurchan to trafimy na tak zwaną Drogę Do Wysp (Road to the Isles), prowadzaca aż na wybrzeże do wspomnianego juz wczesniej Mallaig. Miasteczko samo w sobie nie stanowi wielkiej atrakcji turystycznej ale jest brama do wyjatkowego miejsca – należącego do Hebrydów Wewnętrznych mikro-archipelagu Małych Wysp (Small Isles). Składają się na niego cztery maleńkie wysepki pochodzenia wulkanicznego: Muck, Eigg, Rum oraz Coll. Każda z nich ma swoj specyficzny charakter i obłędnie piękne krajobrazy ale wszystkie łączy jedno: wyspy te leżą całkowicie poza szlakiem masowej turystyki. Bo kto wlaściwie słyszał o jakiejś Isle of Eigg albo innym Rum (i nie mówimy tu o wysokoprocentowym trunku)? 😉 Zdradze Wam, że o ich istnieniu nie wiedzialo nawet kilku moich szkockich znajomych.

I może niech tak pozostanie chociażby jeszcze przez chwile, bo urok tego archipelagu w dużej mierze leży w jego zaściankowości. Na Malych Wyspach życie płynie w innym, znacznie powolniejszym tempie niż na stałym lądzie a zamieszkująca wszystkie cztery wyspy mała społeczność liczy okolo 200 osób. Najmniej – zaledwie 12, mieszka na wyspie Canna, która w całości należy do National Trust for Scotland i stanowi rezerwat ptaków. Na Canne wybierzcie się, żeby posłuchać ptasiego trelu, odwiedzić miejsce pochówku króla Vikingów lub wdrapać się na wzgórze Compass Hill, które ma tak wysoką zawartość metalu w gruncie, że wariują przy nim wszystkie kompasy.

Najmniejsza z czterech wysepek Muck od ponad stu lat jest wlasnoscia jednej szkockiej rodziny-McEwens’ow. Muck kusi bogata historia siegajaca czasow epoki zelaza a jej geologiczna przeszlosc stanowi smakowity kasek dla zapalonych geologow. Tutaj spotkacie tez kilku przedstawicieli szkockiej fauny: foki, wieloryby, urocze maskonury i hodowane na Muck piekne kuce (highland ponies).

Z kolei najwieksza wyspa Rum w calosci stanowi narodowy rezerwat przyrody, i to jaki! W wodach oceanu omywajacych brzegi Rum plywaja foki, rekiny, delfiny i wydry, po wzgorzach biegaja jelenie i dzikie kozy a nad glowami mieszkancow szybuja orly bieliki. Piaszczyste plaze Rum nie maja sobie rownych a gory, mimo, ze nie bardzo wysokie, sa piekne i dzikie. Dla spragnionych historycznych atrakcji jest takze ekscentryczny, pochodzacy z czasow edwardianskich zamek Kinloch Castle.

Na koniec zostawilam najwieksza perełkę tego mini-archipelagu – Isle of Eigg. Płynąc promem z Mallaig zobaczycie ją z daleka; kiedy na horyzoncie pojawi się charakterystyczny klinowaty szczyt zwany An Sgurr bedziecie wiedzieć, ze zbliżacie się do wyspy Eigg. An Sgurr to pamiątka po ostatnim wybuchu wulkanu, który jakieś pięćdziesiąt osiem milionów lat temu wydał swoje ostatnie tchnienie. Wypływająca z niego lawa zastygła w przedziwnym kształcie, któremu cała wyspa zawdzięcza dzisiaj swoją nazwę (Eigg, Eige oznacza w szkockim języku Gaelic ‘klinowatą wyspę’). Wulkaniczna przeszłość wyspy wpłynęła na jej wyjątkowy krajobraz: oprócz dziwnych bazaltowych skał i wzniesień na Isle of Eigg spotkać też można plażę zwana Singing Sands (Spiewajace piaski) z niezwykłym gruboziarnistym kwarcowym piaskiem, który kiedy jest suchy pod naciskiem stopy wydaje śpiewne piski. Najpiekniejsze miejsce na Eigg, czesto odwiedzane przez fotografow I artystow to czarna plaza Bay of Laig polozona na zachodnich skraju wyspy. Wlasciwie to lepszym okresleniem byloby dwukolorowa plaza bo tamtejszy niesamowity piasek ma dwie kontrastujace barwy: ciemno szara I kremowa. W czasie przyplywu I odplywu te dwukolorowe drobinki piasku ukladaja sie na brzegu w malownicze esy-floresy I rysunki. Ciemny piasek pięknie kontrastuje z wściekle zielonymi glonami porastającymi kamienie i przedziwnych kształtów formacje skalne. Całość wygląda nierealnie i bajkowo! W tej malowniczej scenerii, pomiędzy zatoczką Laig a plażą ‘Śpiewających piasków’ stoi sobie mały domek, zwany Howlin House, którego okna wychodzą wprost na morze i poszarpane szczyty wyspy Rum. Podobno spędzał w nim letnie wakacje sam JRR Tolkien. Mówi się, że to na Wyspie Eigg powstały najsłynniejsze tolkienowskie dzieła a surowy krajobraz zainspirował mistrza do stworzenia i opisania Śródziemia i Mordoru.

Garść informacji praktycznych

Kiedy jest najlepszy czas aby odwiedzić szkocki dziki zachód?

Odpowiedź jest prosta: cały rok!
Szkocja jest piękna o każdej porze roku, każdy sezon ma coś do zaoferowania. Jeśli nie straszna Wam odrobina deszczu i chłodu to polecam Wam wizytę wczesna jesienia. Szkockie krajobrazy są wtedy szczególnie malownicze: wrzosowiska są w pełnym rozkwicie a torfowiska, lasy i wzgórza mienią się ciepłymi kolorami. Ci z Was, którzy chcieliby skorzystać z atrakcji typu przejażdżka pociągiem Harrego Pottera, powinni celować w tak zwany sezon czyli okres od poczatku kwietnia do końca października.

Transport

Zachodnie wybrzeże Szkocji połączone jest z resztą kraju dobrze funkcjonujacą linią kolejową: na przyklad z Glasgow dojechać można do Fort William, następnie do Mallaig. Poruszanie sie po okolicy możliwe jest dzięki lokalnym autobusom. Jednak aby w pełni skorzystać z urokow tego rejonu Szkocji najlepiej jest podróżować niezależnie, własnym samochodem. Nie bójcie sie jazdy po wąskich szkockich drogach! Kierowcy są tu spokojni i uprzejmi a do najpiekniejszych, najbardziej ukrytych zakątków nie dociera transport publiczny. Dotyczy to szczególnie półwyspu Ardnamurchan.

Firma Caledonian MacBryne zapewnia regularne połączenia promowe pomiędzy Mallaig a Malymi Wyspami; dodatkowo w sezonie letnim (od kwietnia do końca września) pływają tam też dodatkowe promy pasażerskie z miejscowości Arisaig. Pamiętajcie jednak, że na Small Isles jedynie ich mieszkańcy moga poruszać się samochodami. Turystom pozostaje wędrowanie pieszo, wypożyczenie rowerów lub ubicie targu z lokalnym taksówkarzem. 😉

Mam nadzieję, że zdolałam Was choć odrobinę zarazić moja miłością do dzikiego zachodniego wybrzeża Szkocji! Jeśli macie ochote na więcej szkockich opowieści oraz garść inspiracji z podróży (nie tylko po szkockiej krainie) to zapraszam Was serdecznie na mojego bloga http://kierunekkuba.blogspot.com/ oraz blogowy fanpage na FB https://www.facebook.com/kierunekkubairesztaswiata/ Pozdrowienia z krainy deszczowcow!

Pozdrowienia z krainy deszczowcow!

Dominika


To już ostatni wpis w ramach letniego cyklu wpisów gościnnych POCZTÓWKA Z WAKACJI- koniecznie zajrzyjcie TUTAJ i przeczytajcie wpisy innych blogerów z ich wakacyjnych wojaży we Francji, Czech,Gruzji czy Hiszpanii i wielu innych zakątków świata.

Raz jeszcze dziękuję wszystkim uczestniczkom cyklu za ich wspaniałe opowieści. Gościć Was tutaj było prawdziwym wyróżnieniem!


To jeszcze nie koniec ! Z początkiem września zapraszam Cię Drogi Czytelniku do Wyzwania Fotograficznego – Wrzesień 2018 ——-> SZCZEGÓŁY TUTAJ

Reklamy

O autorze Viola

Od dobrych paru lat mieszkam w Wielkiej Brytanii. Od najmłodszych lat zawsze gdzieś mnie niosło, prawdziwa powsinoga i nic dziwnego,że wylądowałam za granicą. Nadal nie umiem usiedzieć spokojnie, kocham naturę, rozmiłowana jestem w urokliwych miasteczkach i pięknych wsiach. Uwielbiam ciekawe historie i tajemnice zamków czy pałaców. Na blogu znajdziecie sporo informacji, ciekawostek i oczywiście zdjęć, bo fotografia to wielka pasja moja i męża. Wybierz się ze mną w podróż po pięknej Wielkiej Brytanii !

2 komentarze dotyczące “Pocztówka ze szkockiego dzikiego zachodu

  1. Zgadzam się Dominika napisała świetny post i ta Szkocja już mnie teraz będzie prześladować

  2. Dominiko – bardzo ciekawy wpis 🙂 Szkockie wyspy to ciągle dla nas (poza Sky, Handą, Bass Rock i May) nieodkryte terytorium. Mnóstwo ciekawych informacji zachęca do odwiedzin. Pozdrowienia

Cieszę się, że dzisiaj u mnie zawitałeś. Nie zapomnij zostawić po sobie komentarz. Dzięki nim mój blog żyje a ja sama mogę się dowiedzieć o wartości tego co pisze z oceny innych. Pisz szczerze,szanuj opinie innych. Na moim blogu nie toleruje obraźliwych tekstów i wulgaryzmów.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: